24 wrz 2014

Rozdział Szósty - Problematyka uczuć



      Sytuacja, w której się znalazłem była dosyć...krępująca.
-         Uhm...
-         Jeszcze tu jesteś?- zapytał Naoto, któremu przed chwilą otworzyłem drzwi.
-         M-mieszkam tutaj...- mruknąłem.
      Żałowałem, że zdecydowałem się jednak otworzyć te głupie drzwi. Jestem pewien, że Maeda wiedział, kto przyszedł, bo miał akurat wychodzić z łazienki ( słyszałem, jak
przekręca zamek w drzwiach ) jednak, kiedy usłyszał dzwonek, znów je zakluczył i krzyknął, żebym to ja otworzył.
      Mogłem się domyślić, że trochę to podejrzane...
-         Przyszedłem do mojego chłopaka.
-         Uhm...P-proszę, wejdź.- Przymknąłem drzwi, by móc odhaczyć łańcuch, a następnie wpuściłem naszego gościa do środka.- M-Maeda-kun jest w łazience...
Naoto zdjął buty, płaszcz i szalik, po czym podszedł do drzwi łazienki i zaczął w nie walić
pięścią z kamienną twarzą.
-         Albo w tej chwili przestaniesz udawać i wyjdziesz stamtąd, albo zgwałcę twojego lokatora.
-         Eh?!- spojrzałem na niego, spanikowany.
-         Człowieku, muszę zrobić kupkę, daj mi spokój – usłyszałem znudzoną odpowiedź Maedy.
-         Sam się o to prosiłeś.
-         Eh?! N-nie, nie, nie, czekaj...!- krzyknąłem, patrząc z przerażeniem jak Naoto podchodzi do mnie ze zdecydowaną miną.
      Przycisnął mnie do ściany i już zaczął unosić sweter, który na sobie miałem, kiedy z łazienki wypadł Maeda. Chwycił go za kołnierz i odepchnął na przeciwległą ścianę.
-         Wybacz, Fumi-chan – westchnął.- Zapomniałem, że on zawsze jest dosłowny...
-         N-nie będę wam przeszkadzał...- mruknąłem, szybko oddalając się do mojego pokoju.
-         Możesz już się szykować, zaraz wychodzimy!- zawołał za mną Maeda.
      Zamknąłem się w swoim pokoju i odetchnąłem z ulgą.
      Miałem nadzieję, że dzisiejszy dzień będę mógł zaliczyć do udanych. Ponieważ w zeszłym tygodniu Maedzie nie udało się zdobyć wolnego, musieliśmy przełożyć nasze świąteczne zakupy na poniedziałek. Liczyłem na to, że mój lokator pomoże mi wybrać jakieś prezenty dla rodziców i dla siostry, ale skoro pojawił się Naoto, możliwe, że moje plany legną w gruzach...
      Opadłem z westchnieniem na łóżko i wgapiłem się smętnie w sufit. Mimo wszystko, od kilku dni miałem całkiem dobry humor. Radziłem sobie coraz lepiej zarówno na uczelni, jak i w pracy, do tego od czasu do czasu rozmawiałem w księgarni z Nakao. Tak jak sądziłem, był bardzo sympatyczną osobą. Dobrze mi się z nim rozmawiało i nawet umówiliśmy się wstępnie na kolejne spotkanie, po świętach.
      Przygryzłem wargę, przyłapując się na uśmiechu. Miło wspominałem wyjście z Nakao, nawet jeśli po powrocie do domu Maeda trochę mi dokuczał. Również następnego dnia nie dawał mi spokoju. Uznał, że już jestem zakochany...
      Oczywiście, nie było takiej możliwości. Nakao był miłym chłopakiem, lubiłem z nim przebywać i rozmawiać, ale nic poza tym. Porównując moje uczucia do niego z tymi, którymi darzyłem Yamato, nie były one takie same. Moje serce nie szalało na jego widok, nie tęskniłem za jego obecnością, głosem, czy spojrzeniem. Czułem do niego jedynie przyjacielską sympatię.
      Wciąż zdawałem sobie sprawę z tego, że jest we mnie zakochany. Ale jemu najwidoczniej naprawdę nie przeszkadzało to, że między nami nie będzie nic więcej, prócz tego, co jest teraz.
      Usłyszałem ciche kroki na korytarzu, a potem pukanie do drzwi mojego pokoju.
-         Fumi-chan, jesteś gotowy?
-         Uhm, tak.
      Wstałem, zabrałem portfel z biurka i, wsuwając go do kieszeni spodni, wyszedłem z pokoju.
      Naoto stał w holu ze znudzoną miną, oglądając swoje paznokcie.
-         Wybacz, ale ten idiota idzie z nami – westchnął Maeda.- Uparł się, a ja, wyjątkowo, nie mogę mu tym razem odmówić, bo...cóż, nieważne. Nie masz nic przeciwko, prawda? Obiecuję, że nic ci nie zrobi. Po drodze będziemy mijać sklep zoologiczny, kupię smycz i...
-         Uhm, w porządku – mruknąłem.- To tylko zakupy, skoro twój przyjaciel chce iść z nami...
-         To nie jest mój przyjaciel, tylko moje utrapienie – westchnął ciężko Maeda, drapiąc się po głowie.- Oh! Już wiem! Nie chcę, żebyś czuł się niekomfortowo w towarzystwie takiego idioty jak on i takiego przystojniaka jak ja, więc może zaprosisz tego swojego Nakao?
-         Eh?! P-po co?!
-         No mówię: żebyś nie czuł się niewygodnie – odparł Maeda z lekkim uśmiechem.- Mimo wszystko, ty i Naoto się nie znacie. Będzie ci trochę raźniej, jeśli będziesz miał przy sobie swojego znajomego, którego nie znam, nie mam racji?
-         Umm...po prostu chcesz go poznać, prawda?- zapytałem, patrząc na niego sceptycznie.
-         No co ty!- Maeda zaśmiał się, klepiąc mnie po ramieniu.- No dalej, dzwoń do swojego kochasia! Chwaliłeś się przecież ostatnio, że wymieniliście się numerami!
-         To nie jest mój kochaś!- krzyknąłem, rumieniąc się.- I...i wcale się nie chwaliłem! T-tylko mówiłem...- spuściłem głowę, zawstydzony i wyciągnąłem z kieszeni dżinsów moją komórkę.- Wątpię, żeby miał czas, na pewno pomaga teraz rodzicom w przygotowaniach do świąt!- powiedziałem, zerkając na Maedę i jednocześnie wybierając numer do Nakao.
      Odczekałem trzy sygnały, kiedy usłyszałem jego spokojny, jak zawsze radosny ton głosu:
-         Dzień dobry, Naofumi-san!
-         D-dzień dobry, Nakao-kun!- wyprostowałem się, lekko zdenerwowany.- Uhm...p-przepraszam, że dzwonię o tej godzinie i w t-ten dzień...ja...uhm, chciałem...
-         Dobra, Fumi-chan, wypełniłeś swoje zadanie, moja kolej – westchnął ciężko Maeda, wyrywając mi telefon z ręki.
-         M-Maeda-kun!
-         Halo? Rozmawiam z kochasiem Fumi-chana?- Patrzyłem przerażony na mojego lokatora, nie wierząc w to, że właśnie użył tego słowa.- Nazywam się Maeda Shuzo, jestem jego lokatorem. Właśnie wybieramy się z Fumi-chanem i moim psem na małe świąteczne zakupy, no i pomyśleliśmy, że może chciałbyś się wybrać z nami?
      Maeda milczał przez chwilę, gapiąc się w ścianę, najwyraźniej słuchając, co mówi Nakao.
-         Cóż, ja będę musiał pilnować kundla, więc mógłbyś dotrzymać Fumi-chanowi towarzystwa. Byłoby mu raźniej, no i na pewno czułby się szczęśliwy.
-         Ma-Maeda-kun, proszę, oddaj mi ten telefon!- jęknąłem, próbując odebrać moją własność, jednak mój lokator położył swoją dłoń na mojej głowie i skutecznie mnie odpychał.
-         Świetnie, w takim razie spotkajmy się za dwadzieścia minut przed wejściem do centrum handlowego na Kukizu-cho.
      Maeda rozłączył się i oddał mi komórkę, po czym przeszedł do holu i zaczął się ubierać. Gapiłem się na niego w oniemieniu, nie mogąc się ruszyć.
-         Dalej, Fumi-chan, bo cię zostawimy – rzucił Maeda.
-         N-nie powinieneś mówić takich rzeczy, Maeda-kun!- powiedziałem, podchodząc do niego.
-         Huh? Jakich?
-         T-to przez telefon...mam na myśli...”k-kochaś”...- poczułem rumieńce na policzkach.- N-Nakao-kun może to źle odebrać!
-         Ale przecież...- Maeda urwał nagle i przez chwilę mi się przyglądał.- Oh...cóż, może obgadamy to wieczorem, co? Chodźmy już, bo twój przyjaciel zmarznie, jeśli się spóźnimy!
      Przygryzłem lekko wargę, nadal trochę zły na mojego lokatora. To po części była też moja wina, powinienem od razu wyjaśnić mu, że ja i Nakao będziemy tylko przyjaciółmi. Przez to Maeda wyobraża sobie niestworzone rzeczy...
      Ubrałem płaszcz i buty, a kiedy byłem już gotowy spojrzałem dość smętnie na mojego lokatora.
-         Rozchmurz się, Fumi-chan, przeproszę go, jak się spotkamy.- Maeda poczochrał mnie po włosach i zwrócił się do swojego przyjaciela:- No wychodź, Naoto-idioto, ile masz zamiar tu stać i się gapić?- mówiąc to, uderzył go otwartą dłonią w potylicę.
-         Auć!- syknął Naoto i cisnął w niego mordercze spojrzenie, które jednak po chwili złagodniało.- To bolało...ale możesz to zrobić jeszcze raz, jeśli chcesz.
-         Przysięgam, że to zrobię, ale później i z pomocą młota, a teraz wyłaź!
      Wyszliśmy z mieszkania i skierowaliśmy się w stronę przystanku autobusowego. Właściwie, to chyba był jednak dobry pomysł, by zadzwonić po Nakao, bo, chociaż szedłem jako pierwszy z lewej, to czułem na sobie intensywne spojrzenie Naoto. Sam nie wiem, dlaczego tak mnie obserwował, ale wyglądało na to, że za mną nie przepadał...
-         Uhm...Maeda-kun, nie przedstawiłeś nas sobie – wymamrotałem, spuszczając głowę.
-         Ha? Cóż, jasna sprawa, nie warto go znać, wierz mi – odparł Maeda, po czym ziewnął szeroko.
-         A-Ale nie wiem, jak mam się zwracać...
-         Jest wiele słów, których możesz użyć: idiota, głupek, debil, świnia...
-         B-bądź poważny, Maeda-kun!
-         Znowu wracasz do tego „Maeda-kun”?
-         S-Shuzo-kun...
-         Toshikawa – odezwał się chłodno Naoto.- Nazywam się Toshikawa Naoto.
-         Ah! Więc, Toshikawa-san. Ja jestem Naofumi Yasuo. Miło mi cię poznać.
-         Spotkaliśmy się już – mruknął Toshikawa.- Przerwałeś nam nasz stosunek, nie pamiętasz?
-         To nie był żaden stosunek, tylko zwyczajne dobieranie się do porządnego obywatela Japonii!- warknął Maeda.
-         Chciałeś to zrobić, przyznaj się – mruknął Yasuo, patrząc na niego.- Tęsknisz za tym uczuciem...
-         Zamknij się, debilu!- Maeda znów trzasnął go w głowę.- Rany, jakiś ty upierdliwy! Tyle czasu miałem z tobą spokój, a teraz nagle znowu się zjawiasz...
-         Zjawiłbym się wcześniej, gdybyś podał mi swój adres – powiedział Toshikawa.
-         Niedoczekanie twoje.- Maeda odwrócił od niego głowę i teraz patrzył na mnie.- Nie zwracaj uwagi na jego obecność, Fumi-chan. Wziąłeś listę zakupów?
-         T-tak, mam ją w portfelu...
-         Świetnie! Przy odrobinie szczęścia upieczesz coś dla mnie na święta!
-         Upiecze?- Toshikawa wychylił się do przodu, by zmierzyć mnie spojrzeniem.- Co masz na myśli?
-         Ehm...ja...- zacząłem nerwowo.
-         Fumi-chan, w przeciwieństwie do ciebie, jest bardzo utalentowany – powiedział Maeda, obejmując mnie ramieniem i unosząc dumnie głowę, jakby mówił o swoim dziecku.- Pięknie rysuje, świetnie gotuje i do tego piecze ciasta! Obiecał, że zrobi jakieś specjalnie dla mnie, ale potrzebujemy do tego piekarnika i zamierzamy na jeden się złożyć.
-         Umiesz piec?- Toshikawa spojrzał na mnie, a w jego oczach po raz pierwszy ujrzałem nutkę uznania.
-         T-tak...trochę – mruknąłem.
-         Nie licz nawet na kawałek – powiedział zimno Maeda.- W ogóle, powinieneś wracać do domu!
-         Nie, dopóki...
-         O, nasz autobus!- przerwał mu Maeda i spojrzał na niego surowo.- Koniec tematu, Naoto.
      Toshikawa patrzył na niego przez chwilę bez wyrazu, po czym wzruszył tylko ramionami. Autobus zatrzymał się przy nas, a my wsiedliśmy do niego i usiedliśmy. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w centrum, z dala od tej napiętej atmosfery...
      Nakao czekał już na nas przed wejściem. Miał na sobie ciemne spodnie i czarną kurtkę, a do tego te same błękitne rękawiczki z oczami, co zawsze.
-         Dzień dobry, Naofumi-san – powiedział, kiedy do niego podeszliśmy.
-         Dzień dobry, Nakao-kun – odpowiedziałem.
-         Yo! Więc ty jesteś Nakao.- Maeda stanął przed nim i wyciągnął rękę.- Maeda Shuzo.
-         Ah, tak. Nakao Sora, miło mi pana poznać, Maeda-san.- Nakao uścisnął jego dłoń i spojrzał niepewnie na Toshikawę.- Umm...
-         Toshikawa Naoto, jestem jego chłopakiem – to mówiąc, wskazał na mojego lokatora, który, słysząc to, walnął go łokciem w brzuch.
-         Jak mówiłem, przyszliśmy z moim psem – powiedział dobitnie.
-         Yyy...no tak.- Nakao, zarumieniony, nie miał pojęcia gdzie patrzeć. Ja zresztą też...
-         To co, wejdziemy?- westchnął Maeda.- Czas ucieka!
-         Tak – mruknąłem.
-         Oh, mam propozycję – powiedział nagle Maeda, kiedy przekroczyliśmy próg budynku.- Kupmy najpierw prezenty dla bliskich, bo z tym jest więcej szukania.- Spojrzał teraz na mnie.- Naszymi domowymi zakupami i piekarnikiem zajmiemy się na koniec. Co ty na to, Fumi-chan?
-         Uhm...nie mam nic przeciwko...
-         Świetnie! W takim razie daj mi znać, kiedy skończycie, to spotkamy się tu, przy schodach.
-         Dobrze.- Skinąłem głową, patrząc jak Maeda i Toshikawa odchodzą w kierunku sklepików.
-         N-nie wiedziałem, że twój lokator jest...ehm...- zaczął niepewnie Nakao, rumieniąc się.
-         S-sam dowiedziałem się jakiś czas temu – westchnąłem.- Ah! P-przepraszam, że wyciągnęliśmy cię na te zakupy! Na pewno byłeś zajęty...!
-         Nie, absolutnie.- Nakao uśmiechnął się do mnie promiennie.- Akurat skończyłem sprzątać i szukałem sobie zajęcia. Cieszę się, że zadzwonił...liście po mnie...
-         S-Skoro tak mówisz...
-         Nawet dobrze się stało, bo chciałem kupić prezent dla mojego braciszka.
-         Masz jeszcze siostrę, prawda, Nakao-kun?- zapytałem, kiedy ruszyliśmy w stronę ruchomych schodów.
-         Tak.- Skinął głową.- Nawet dwie! Młodszą i starszą, no i do tego jeszcze dwóch młodszych braci.
-         Spora gromadka.- Uśmiechnąłem się.- Musi być u was bardzo wesoło!
-         Tak – skinął głową.- A ty masz rodzeństwo, Naofumi-san?
-         Młodszą siostrę. To właśnie z prezentem dla niej mam największy problem...ma dopiero pięć lat, ale jest strasznie wybredna i ciężko trafić w jej gust.
-         Hahaha! Skądś to znam. W zeszłym roku moja siostrzyczka poprosiła, żebym kupił jej na święta torebkę. Kupiłem, ale chowa ją w szafie, bo nie spodobał jej się kolor.
-         To musi być trochę przykre...- mruknąłem z uśmiechem.
-         Cóż, nic nie poradzę.- Nakao wzruszył lekko ramionami.- Nie znam się na kobiecym guście, dlatego staram się kupować siostrom coś, co samo im się spodobało. Oh! Ale postaram się pomóc tobie, Naofumi-san, w wyborze prezentów!
-         Dziękuję, Nakao-kun. Choć, szczerze mówiąc, nie mam pojęcia nawet, gdzie powinniśmy zacząć...
-         Nie ma się co martwić, Naofumi-san, w końcu mamy dużo czasu! Na pewno coś znajdziemy.
      Spojrzałem na jego uśmiechniętą twarz i skinąłem głową.


***

-         I jak? Działa?- zapytałem, podchodząc do Maedy i nachylając się ku niemu.
-         Wygląda na to, że działa, ale czy poprawnie, przekonamy się, kiedy coś upieczesz!
      Popatrzyłem z lekkim uśmiechem na nowy piekarnik, który kupiliśmy na pół z moim lokatorem. Urządzenie miało wiśniowy kolor i ładnie się prezentowało we wnętrzu naszej kuchni, pasując do wystroju.
-         W takim razie, może jutro upiekę jakiś placek, albo babeczki – powiedziałem.- Znam też dobry przepis na świąteczne pierniczki i ciasteczka!
-         Ahh, już mam na nie ochotę – westchnął Maeda, wstając z podłogi i przeciągając się leniwie. Westchnął cicho i spojrzał na mnie bacznie.- Możemy pogadać, Fumi-chan?
-         Eh? O co chodzi?
-         No wiesz...dziś Naoto zachował się naprawdę fatalnie – mruknął Maeda.- Rzucił się na ciebie...i w ogóle...
-         Cóż...koniec końców, nie zrobił mi nic złego.
-         Ale i tak źle się z tym czuję. Nie chcę, żebyś miał mi za złe, że do tego dopuściłem. Nawet, jeśli nie zrobił zbyt wiele.
-         To...twój stary przyjaciel, tak?- zapytałem.
-         Można tak powiedzieć.- Maeda skinął głową.- Obawiam się, że co jakiś czas będzie mnie nachodził...starałem się wybić mu to z głowy, ale jest uparty. Już dwa razy się przez niego przeprowadzałem...
-         No a...nie możesz zadzwonić na policję?- zapytałem cicho.
-         To trochę...skomplikowane – westchnął Maeda, drapiąc się po głowie.- Ale spokojnie, dał mi słowo, że nie będzie cię niepokoił. Po prostu chcę cię uprzedzić, że od czasu do czasu możesz go tu spotkać.
-         W porządku. Jeśli mam być szczery, Toshikawa-san nie wygląda na złego. Zdaje się, że coś do ciebie czuje...?
-         Taa, głównie popęd seksualny – Maeda znów westchnął.- No ale skoro jesteśmy już przy uczuciach...co z tym Sorą?
-         Eh?
-         No wiesz, myślałem, że spotykacie się ze sobą.
-         Cóż, to prawda, ale...nie w tym znaczeniu – mruknąłem, spuszczając wzrok na jego kolana.
-         Chłopak wygląda na totalnie w tobie zakochanego.
-         Mówił mi...- wyszeptałem, bawiąc się moim swetrem.- Ale ja...nie potrafię odwzajemnić jego uczuć, więc...jesteśmy przyjaciółmi.
-         Przyjaciółmi?- powtórzył Maeda, opierając się biodrem o blat.- Zdajesz sobie sprawę, że jego może...no wiesz, boleć to, że jesteś tak blisko niego, lecz nieosiągalny?
-         Rozmawialiśmy na ten temat. Nakao-kun...prosił, żebym go nie unikał. To jego decyzja...i jego propozycja, byśmy się zaprzyjaźnili. Nie oczekuje ode mnie niczego.
      Kiedy spojrzałem na Maedę, ten wpatrywał się we mnie jakimś dziwnym wzrokiem. Po dłuższej chwili westchnął cicho.
-         Rany, Fumi-chan...- mruknął.
-         Eh? O...O co chodzi?
      Jednak on już nic nie powiedział. Mijając mnie, poczochrał moje włosy i wyszedł z kuchni.

Rozdział Ósmy - Zimowy wieczór



      Każde święta szybko się kończą, z tymi nie było inaczej. Ledwie rozpakowałem moje rzeczy, a już musiałem je pakować z powrotem do torby. Jedyna różnica była taka, że miejsce prezentów dla rodziny zajęły te od nich.
      Teraz, wysiadłszy z autobusu na dworcu w Fukui, zerkałem nerwowo na zegar. Do odjazdu mojego autobusu, który miał zawieźć mnie do domu pozostały mi ledwie trzy minuty. Maeda nie pojawił się, chociaż wysłałem mu kilka smsów i dwa razy do niego dzwoniłem – niestety, nie odbierał.
      Trochę się o niego martwiłem. Po głowie krążyły mi idiotyczne myśli, że kiedy wrócę do naszego mieszkania, znajdę go martwego na podłodze...
      Jeszcze wczoraj Maeda sam do mnie zadzwonił i poinformował, że dziś będzie miał wolne, ponieważ u niego w pracy mieli jakąś awarię systemów, więc mogę wrócić trochę później niż planowałem. Zgodziłem się więc i tak oto pędziłem teraz z torbą, by zdążyć na autobus o 9:00.
      Z każdą minutą byłem coraz bardziej wkurzony na Maedę. Jak można być tak nieodpowiedzialnym? Nawet jak na niego! Sam zawracał mi głowę tym, że po mnie przyjdzie, a kiedy w końcu wracam, okazuje się, że go nie ma, w dodatku nie odbiera i w ogóle nie daje znaku życia! Gdybym ja tak zrobił, pewnie dzwoniłby non stop...
      Poza tym irytowałem nawet sam siebie, a to było jeszcze gorsze. W jednej chwili zżerały mnie nerwy o życie Maedy, w drugiej miałem ochotę go sam zabić, na koniec zaś głupio się czułem, że tak się tym wszystkim przejmowałem. Zupełnie jakbyśmy byli parą...
      Ale bądź co bądź, Maeda był moim pierwszym przyjacielem od bardzo dawna...w dodatku takim, który mnie akceptował.
      Potrząsnąłem głową, odganiając od siebie złe myśli. Właśnie, Maeda i ja zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. Przecież to normalne, że martwię się o przyjaciela, tu nie chodzi o żadne głębsze uczucia, nawet jeśli tak to wygląda.
      Poza tym, po moim niefortunnym spotkaniu z Noriko, przez całe święta rozmyślałem nad moim dotychczasowym życiem i doszedłem do wniosku, że nie ma sensu tak uciekać od uczuć, jak do tej pory.
      Mogłem zaufać Maedzie.
      Po kilkunastu minutowej podróży, wysiadłem na moim przystanku i, z dość naburmuszoną miną, udałem się w kierunku mieszkania. Już sobie wyobrażałem, jak wpadam do pokoju Maedy i widzę go w łóżku, smacznie śpiącego, podczas gdy wszędzie panuje bałagan.
-         Maeda-kun!- zawołałem, ledwie przekraczając próg.- Wróciłem! Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, że zaraz...
      Umilkłem raptownie, kiedy moje spojrzenie padło na wejście do salonu. Ciężko było mi uwierzyć własnym oczom, ale na podłodze leżał Maeda, z rozrzuconymi na bok rękoma.
-         M...Maeda!- krzyknąłem, rzucając torbę na bok i wbiegając w butach do salonu.
Padłem na kolana przy jego bezwładnym ciele i chwyciłem go za ramiona, potrząsając
nim lekko.
      Zero reakcji.
-         Maeda-kun, obudź się! Obudź!- Wciąż potrząsałem jego ramionami, mając wrażenie, że zaraz dostanę zawału.- O Boże, Maeda, obudź się, do cholery! Co robić, co robić...ah, no tak! Usta-usta! W takiej sytuacji usta-usta! Zaraz, jak to się robiło...?!- W panice starałem się wrócić do szkolnym zajęć w gimnazjum, kiedy ćwiczyliśmy resuscytację na manekinie.- 30 uciśnięć i dwa oddechy!
Pospiesznie przechyliłem jego głowę, by udrożnić jego drogi oddechowe, a następnie zacząłem uciskać okolice serca, licząc głośno i wpatrując się w jego oczy. Błagam, otwórz je, no otwórz!
-         Maeda!- krzyknąłem, czując już łzy w oczach.
      Zatkałem palcami jego nos, wziąłem głęboki oddech i przycisnąłem usta do jego, wdmuchując powietrze do jego płuc.
-         Nie zostawiaj mnie, głąbie!- krzyknąłem.- Kto...kto będzie płacił połowę czynszu?!
      Ponownie przycisnąłem do jego warg swoje, po raz drugi dając mu powietrze. Kiedy dalej nie reagował, znów wykonałem 30 uciśnięć i kolejne dwa wdechy. W trakcie drugiego, usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi.
      Uniosłem głowę i spojrzałem wprost na...Toshikawę Naoto. Stał w otwartych drzwiach, w czarnym płaszczu i szaliku, z reklamówką w ręce, którą, wpatrując się we mnie, upuścił na podłogę.
-         T-Toshikawa-kun!- wykrzyknąłem.
-         Zabiję cię – wymamrotał Naoto, wchodząc do mieszkania i zatrzaskując za sobą drzwi. Nie spuszczał ze mnie wzroku, który był dość mroczny jak na tę sytuację.- Wiedziałem, że masz na niego ochotę...zabiję cię, draniu...zabiję cię...
-         O-o czym ty mówisz, Toshikawa-kun?! Maeda-kun nie oddycha! Dzwoń po pogotowie!
-         Nie oddycha?- Naoto zmarszczył brwi, patrząc w końcu na leżącego przy mnie Maedę.- Sprawdzałeś?
-         Oczywi...- umilkłem wpół słowa, zdając sobie sprawę z tego, że faktycznie nie nasłuchiwałem jego oddechu. Spojrzałem powoli na mojego przyjaciela. Pochyliłem się nad jego ustami.
      Oddychał cicho i spokojnie, jakby po prostu...spał.
      Wyprostowałem się bardzo powoli, czując, jak moja twarz płonie. Zerknąłem nerwowo na Naoto, który patrzył na mnie morderczo z założonymi na piersiach rękami.
-         No, Panie Bystry?- warknął.- Co masz na swoje usprawiedliwienie?
-         A-ale...kiedy wszedłem do mieszkania i takiego go zobaczyłem, po prostu spanikowałem!- krzyknąłem na swoją obronę.- Rzadko kiedy widzę bezwładne ciało leżące na środku podłogi w moim własnym mieszkaniu!
-         Po prostu chciałeś wykorzystać okazję i się do niego dobrać...- Naoto podchodził coraz bliżej, zaciskając pięści i strzelając kośćmi w palcach.
-         Nie, nie, nie! Ja naprawdę spanikowałem! C-co mu się stało, dlaczego tutaj leży?
-         Śpi. Pijany – wycedził Naoto.
-         Ale...nie czuję od niego alkoholu!
-         Kiepska wymówka. Jak chcesz umrzeć? Mam cię udusić, zgwałcić i udusić, upiec żywcem w tym waszym kochanym piekarniczku, czy poderżnąć ci gardło?
-         W-w ogóle nie chcę umrzeć!- wykrzyknąłem, cofając się pod ścianę.- To było zwykłe nieporozumienie!
-         Nie rozśmieszaj mnie, dobierałeś się do mojego chłopaka!- warknął Naoto, kładąc nacisk na słowo „mojego”.
-         To nie tak, Toshikawa-kun! Proszę, uspokój się!
-         Ugh...- Rozległ się nagle ciężki jęk.
      Oboje spojrzeliśmy na Maedę, który otworzył właśnie oczy i, trzymając się za głowę, podniósł się powoli do pozycji siedzącej.
-         Oh, rany, moja głowa...- jęknął.- Śniło mi się, że Fumi-chan mnie pocałował i...- Uniósł głowę i wtedy jego spojrzenie padło na mnie. Wytrzeszczył oczy i zamrugał kilka razy.- Fumi...chan? Co ty tu...?
      Zacisnąłem szczękę i pięści, a potem, nie kontrolując się, chwyciłem pierwszą lepszą rzecz, jaka wpadła mi w ręce – a była to leżąca na podłodze paczka biszkoptów – i rzuciłem nią w mojego przyjaciela, trafiając prosto w twarz.
-         Maeda, ty idioto!- krzyknąłem, zrywając się z miejsca i szybko przechodząc do mojego pokoju, po drodze dość brutalnie odpychając Naoto.
-         Fumi-chan?!
      Trzasnąłem głośno drzwiami i podszedłem do radia stojącego na biurku. Włączyłem go i podkręciłem głośność do tego stopnia, by nie słyszeć nawoływania i pukania Maedy.
      Byłem wściekły. Naprawdę, totalnie wściekły. Jak mógł się upić, skoro wiedział, że wracam?! W dodatku sam chciał po mnie wyjść! A ja...tak się upokorzyłem, panikując, kiedy zobaczyłem go na podłodze i zrobiłem mu usta-usta!
      Usiadłem na łóżku i ze złością ściągnąłem z siebie płaszcz i buty, rzucając je gdzie popadło. Co za chory dzień! Przyznaję, to była moja wina, że nie sprawdziłem, czy oddycha, ale Maeda ponosił odpowiedzialność za całą resztę! Za to, że się upił, za to, że nie odpisywał i nie odbierał moich telefonów, za to, że nie przyjechał i za to, że Naoto prawie mnie zabił! Po co go tu zapraszał?! Wyglądało na to, że nawet dał mu klucz do naszego mieszkania!
      Zerwałem się z łóżka i zacząłem nerwowo przechadzać się po pokoju. Torbę zostawiłem w holu, a nie miałem zamiaru teraz wychodzić, więc nie miałem zbytnio czym zająć rąk. Byłem wściekły, po prostu wściekły! Nie słyszałem nawet muzyki, moją głowę zagłuszały myśli o tym, co przed chwilą zrobiłem.
      Miałem wrażenie, że moje usta pieką delikatnie. Dlaczego nie wyczułem alkoholu od Maedy? Przecież nie jestem przeziębiony, nie mam zatkanego nosa i tym bardziej nie zatykałem go podczas resuscytacji!
      Słysząc głośne walenie w ścianie, a właściwie bardziej czując jej drżenie, drgnąłem nerwowo. No tak, zapomniałem o sąsiadach...
      Podszedłem do radia i ściszyłem je. Przez chwilę nasłuchiwałem odgłosów. Nikt nie pukał do drzwi i nikt mnie nie wołał. Postanowiłem więc wyłączyć muzykę.          
      Zapadła cisza. Wciąż stałem przy biurku z rękoma na radiu i nasłuchiwałem. Jakieś stłumione dźwięki dochodziły z kuchni, możliwe, że Maeda zaczął sprzątać. Po ujrzeniu go na podłodze byłem tak zaabsorbowany tym widokiem, że nie zwróciłem uwagi, czy w mieszkaniu panował porządek czy nie. Ale wspominając paczkę biszkoptów na podłodze, przypomniałem sobie, że w drodze do pokoju mignęły porozrzucane na stoliku ciasteczka i kilka puszek na podłodze.
      Nieźle się zabawiał pod moją nieobecność...
      Cóż, oczywiście, nie miałem mu tego za złe, w końcu to nie tylko moje mieszkanie. Ale wiedział przecież, że wracam...
-         Fumi-chan?- usłyszałem zza drzwi.
      Szybko włączyłem radio.
-         Eh, ok, rozumiem!- zawołał Maeda.
      Westchnąłem ciężko, zamykając oczy. Zrobiło mi się trochę głupio. Nie powinienem był tak reagować, teraz czułem się jak obrażalski dzieciak. Koniec końców, nic złego się nie stało.
      No, może prócz tego cholernego „pocałunku”.
      Przygryzłem wargę i, zrezygnowany, wyłączyłem radio, po czym, czując się jak idiota, wyszedłem z mojego pokoju. Maeda, który siedział przy kotatsu ze smętną miną, spojrzał na mnie czujnie, jakby z lekką obawą. Westchnąłem i podszedłem do niego.
-         W...wróciłem – mruknąłem, odwracając od niego głowę.
-         Eh...? Ah! Tak! Witaj z powrotem!- powiedział, zrywając się na nogi. Ukłonił się przede mną.- Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo...
-         Rozumiem, wystarczy – mruknąłem, rumieniąc się.- Przykro ci, wiem.
-         Naprawdę przepraszam – westchnął Maeda.- To...Naoto...przyszedł do mnie wczoraj wieczorem i mnie upił...znaczy, sam jestem sobie winien. Nie powinienem się nim zasłaniać, wybacz.
-         W porządku. Po prostu...trochę się przestraszyłem, kiedy zobaczyłem cię na podłodze i...zdenerwowałem się, kiedy się okazało, że jesteś pijany.
-         Uhm...- Maeda zarumienił się lekko.- Przepraszam za kłopot...Nie dość, że się o mnie martwiłeś, to jeszcze musiałeś...
-         P-powiedział ci?!- jęknąłem.
-         Bądź co bądź, sam to czułem – mruknął Maeda.- Chociaż myślałem, że to sen...
-         Zapomnij o tym, durniu!- powiedziałem.
-         Zapomnij, co?- mruknął z jakimś dziwnym uśmiechem.- Tak jest, szefie!- Wyprostował się i skinął głową.- Niczego tu nie było i nikt niczego nie widział! Ah, no i...przepraszam za Naoto.
-         W porządku, w końcu to twój chłopak...
-         Nie, nie, nie!- Maeda pokręcił głową.- Żaden chłopak! My tylko, wiesz...piliśmy trochę wczoraj, to wszystko!
-         Nie miał cię przypadkiem odwiedzić brat?- zapytałem cicho
-         Tak, miał, ale...coś mu wypadło.- Wzruszył ramionami.- W końcu jest właścicielem dużej firmy, nie dziwię się, że ma pełne ręce roboty, nawet w święta.
-         No tak...- mruknąłem.- Zrobisz mi herbaty?
-         Jasne.- Maeda uśmiechnął się swoim zwyczajowym, dziarskim sposobem.- Opowiesz mi o swoich świętach! Zrobiłeś zdjęcia? Jak tam twoja siostrzyczka? Pewnie nie chciała cię puścić do domu, co?
-         Tak.- Uśmiechnąłem się.- Zagroziła, że jeśli nie przyjadę do niej na ferie, już nigdy więcej się do mnie nie odezwie.- Dodała też kilka innych gróźb, ale wolałem ich nie powtarzać Maedzie...
-         Serio, też chciałbym mieć taką siostrzyczkę – westchnął Maeda, wstając.- Pójdę zrobić tę herbatę, a ty rozpakuj się i odpocznij. Nasza kochana sąsiadka przyniosła nam trochę szarlotki na święta!
-         Masz na myśli Uru-san?- zapytałem.- Chyba naprawdę wpadłeś jej w oko.
-         Każda 60-latka ma na mnie chętkę!- zawołał z kuchni Maeda, na co parsknąłem śmiechem.
      Chyba i tak nie potrafiłbym długo się na niego gniewać...

***

-         Po świętach nie bardzo chce się wracać do pracy, co?- zagadnęła Ayume, której tego dnia przekazywałem moją zmianę.
-         Tak, dokładnie.- Uśmiechnąłem się do niej, odwiązując roboczy fartuch.- Za godzinę powinna przyjechać dostawa horroru tego początkującego pisarza, szef prosił, żeby jeden egzemplarz przynieść mu na górę.
-         Zrozumiano!
-         Miłej pracy, Ayume-san.
-         Dziękuję, Fumi-kun! Uważaj po drodze!
      Zostawiłem ją samą przy kasie i przeszedłem do pokoju dla personelu, by się przebrać.
      Faktycznie, po tych trzech dniach wolnego, kiedy mogłem zupełnie odpocząć i poleniuchować, powrót do pracy był dosyć ciężki. Niby nie była to długa przerwa, ale pod koniec tego dnia nabawiłem się lekkiego bólu pleców.
      Ale cieszyłem się, że poprawiłem się jeśli chodziło o rozmowy z klientami. Zacząłem już uczyć się bycia nieco bardziej otwartym, przestałem się tak jąkać i nawet dłużej utrzymywałem kontakt wzrokowy, nawet, jeśli to była kwestia ledwie kilku sekund. Ale zawsze coś!
      Upewniając się, że wszystko zabrałem, wyszedłem z księgarni przez zaplecze. Wieczór był całkiem przyjemny i, korzystając z okazji, że ostatnio mało padało, postanowiłem udać się dłuższą drogą do domu, przez park. Nie miałem powodu spieszyć się do domu, Maeda miał wrócić nieco później, bo Naoto poprosił go o pomoc w czymś ważnym. Nie wiedziałem, czy to jakaś ukryta randka, czy naprawdę Toshikawa potrzebował pomocy. Szczerze mówiąc, nawet mnie to zbytnio nie interesowało, wolałem trzymać się od niego z daleka.
      Cieszyłem się, że pogoda się polepszyła i zrobiło się trochę cieplej. Lubiłem zimę, ale tylko jeśli panowały umiarkowane temperatury: nie za ciepło, by nie roztopił się śnieg, ale i nie za zimno, by trzeba było ubierać kilka warstw odzieży.
      Park wyglądał naprawdę pięknie w takiej zimowej scenerii. Wszystko było tutaj białe: drzewa, ławki, nawet śmietniki.
      Przygryzłem lekko wargę, wspominając moje spotkanie z Noriko. Nie było się czym martwić, bo przecież jestem w Fukui: nie ma takiej możliwości, bym spotkał moich starych znajomych. Mimo to, moje serce zadrżało lekko, jakby w obawie.
      A jeśli chodziło o moich znajomych z Fukui...
      Nakao nie pojawił się w księgarni, odkąd wróciłem do domu. Napisałem mu sms-a z informacją, że wróciłem, a on odpisał, że się cieszy i że mam dbać o siebie.
      Poza tym sam z siebie nie odezwał się ani razu.
      Trochę się martwiłem. Nie znałem go może zbyt dobrze, ale w takiej sytuacji każdemu nasunęłoby się pytanie „czy on mnie unika?”.
      Zbliżał się Sylwester i Maeda wciąż trąbił mi o „niesamowitej niespodziance” specjalnie dla mnie. Ponieważ wyglądało na to, że dołączy do nas ( na moje nieszczęście ) Naoto, Maeda wyszedł z propozycją, bym zaprosił Nakao.
      Obawiałem się trochę napisać do niego. Czułem, że mi odmówi, że będzie miał jakąś wymówkę, choć przecież równie dobrze naprawdę może mieć już plany.
      Ale chciałem się z nim spotkać, chociaż na chwilę.
      Zatrzymałem się, widząc na pobliskiej ławce znajomą sylwetkę. Przełknąłem ślinę, nie wierząc własnym oczom.
      Dopiero co myślałem o spotkaniu z Nakao, a tu proszę – siedzi niedaleko mnie, gapiąc się w ciemniejące niebo.
      Podejść, czy nie? Teraz, kiedy nadarzyła się okazja, trochę spanikowałem. Co mam mu powiedzieć? A jeśli on naprawdę mnie unika i wpędzę go w zakłopotanie? Co, jeśli chce pobyć sam na sam ze swoimi myślami?
      Nogi same mnie poniosły, choć dość niepewnie. Zbliżyłem się do ławki i stanąłem przy niej. Nakao chyba mnie nie zauważył.
-         D-dobry wieczór, Nakao-kun!- przywitałem się.
      Spojrzał na mnie, zaskoczony i patrzył tak przez chwilę.
-         Oh! Dobry wieczór, Naofumi-san...- mruknął.- Ah! Proszę, usiądź!- To mówiąc, przesunął się kawałek.
-         Nie, nie, ja...tylko tak przechodzę...właśnie wracam do domu i...zobaczyłem cię – wymamrotałem.
-         Cóż za zbieg okoliczności – powiedział z uśmiechem Nakao.- W takim razie, może cię odprowadzę, Naofumi-san?
-         Ehm...dobrze, będzie mi bardzo miło.
      Nakao wstał z ławki i otrzepał swoje ubranie. Spojrzał na mnie z uśmiechem, odwzajemniłem więc go i ruszyliśmy razem przed siebie.
-         Jak minęły święta?- zagadnąłem.
-         Radośnie, jak co roku – odparł.- Młodsze rodzeństwo trochę rozrabiało, ale poza tym świetnie się bawiliśmy! A co u ciebie, Naofumi-san?
-         Rodzice bardzo się cieszyli na mój widok. Mama jak zawsze narzekała, że schudłem, a siostra trochę się pozłościła, że nie przyjeżdżałem do nich przez cały rok. Ale było naprawdę sympatycznie.
-         Nic dziwnego, dla małej dziewczynki taka długa rozłąka z bratem na pewno nie jest łatwa.- Nakao uśmiechnął się ze zrozumieniem.
      Przełknąłem ślinę, nie wiedząc, co powiedzieć. Wiedziałem, że będę się denerwował, wiedziałem, że nie będę w stanie poprowadzić normalnej rozmowy, a mimo to podszedłem do niego.
      Jestem idiotą.
-         Przepraszam, że się nie odzywałem – powiedział cicho Nakao.
-         Eh?- Spojrzałem na niego, zaskoczony.
-         Z jednej strony rodzeństwo nie dawało mi spokoju, a z drugiej...sporo myślałem o tym wszystkim, Naofumi-san.
-         Co masz na myśli?- zapytałem, czując w piersi mocniejsze i szybsze łomotanie
-         Moje...uczucie...do ciebie.- Nakao zatrzymał się i wbił wzrok w ziemię.- Tak jak myślałem...jest naprawdę poważne, Naofumi-san.
      Również się zatrzymałem i odwróciłem do niego.
-         Wcześniej to mogło być zwykłe zauroczenie – westchnął Nakao, przesuwając dłonią po twarzy.- Ale...z tobą jest inaczej. Jestem...poważnie w tobie zakochany, Naofumi-san.
      Wpatrywałem się w niego robiąc coraz większe oczy. Nakao miał dość zagubiony wyraz twarzy, wyglądało na to, że naprawdę sporo o tym myślał.
      Wiedziałem, co teraz czuł. Sam przez to przechodziłem, kiedy zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo kocham Yamato. Być może moje uczucie było silniejsze od Nakao, ponieważ pogłębiało się z roku na rok, ale właściwie nie mogłem tego wiedzieć.
-         Nakao-kun...- zacząłem cicho.
-         Przepraszam, Naofumi-san – powiedział Nakao.- Przeze mnie pewnie znów czujesz się dość niekomfortowo, prawda? Myślałem nad tym i doszedłem do wniosku, że lepiej będzie...
-         Zaczekaj, proszę – przerwałem mu, obawiając się tego, co chciał powiedzieć.- Przepraszam, że ci przerwałem...ale proszę, pozwól mi coś najpierw powiedzieć.
-         Uhm...dobrze.- Skinął głową ze smętnym wyrazem twarzy.
-         Ja...również dużo myślałem o naszych relacjach – zacząłem, wyginając nerwowo palce. Kiedy Nakao spojrzał na mnie i dostrzegłem w jego oczach iskierki, szybko spuściłem wzrok.- Proszę, uwierz mi...naprawdę dużo rozmyślałem. W Fukuoce spotkałem moją starą koleżanką...kiedyś bardzo się pokłóciliśmy i mnie znienawidziła, ale...na naszym spotkaniu przeprosiła mnie i mieliśmy okazję trochę porozmawiać. Widzisz, ja...po tej rozmowie pomyślałem sobie, że...powinienem trochę bardziej się otworzyć. Uhm...- rzuciłem mu nerwowe spojrzenie.- Je...jestem gejem – wyszeptałem.
      Splotłem swoje dłonie i zacisnąłem je mocno razem, czekając na reakcję. Żadnej jednak nie było, więc w końcu zdobyłem się na odwagę i spojrzałem na Nakao.
      Wpatrywał się we mnie uważnie z nieodgadnionymi emocjami. Przełknąłem ślinę i zacząłem dalej mówić:
-         Przepraszam, że mówię ci dopiero teraz. Ja...mam trochę bolesne doświadczenia z chłopakami, więc nie chciałem się angażować w kolejny związek, ale...zrozumiałem, że to nie ma najmniejszego sensu. Uważam, że jesteś wspaniałą osobą, Nakao-kun i...n-nie mogę powiedzieć, że już odwzajemniam twoje uczucia, ale...jeśli nie masz nic przeciwko, to...chciałbym spróbować!
      Zacisnąłem powieki z mocnym postanowieniem, że nie otworzę ich, dopóki Nakao czegoś nie powie. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię ze wstydu. Czułem, jak moje policzki płoną, a serce próbuje wydostać się na zewnątrz, przy okazji zabierając cały zapas powietrza z płuc.
-         Mówisz poważnie, Naofumi-san?- zapytał cicho Nakao.
      Otworzyłem powoli oczy i spojrzałem na niego. Skinąłem głową.
-         Więc...m-masz już doświadczenie z mężczyznami?- Nakao zarumienił się mocno.
-         Cóż...- rozejrzałem się nerwowo.- M-miałem już kogoś, ale...to nie było poważne... Czy...odrzuca cię to?
-         Ah, nie, nie, nie!- Nakao pokręcił szybko głową.- Absolutnie nie! Przepraszam, powinienem trzymać ciekawość na wodzy! Jeśli...jeśli naprawdę chcesz ze mną spróbować, to ja...będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, Naofumi-san!
-         Więc...nie przeszkadza ci, że jeszcze nie odwzajemniam twoich uczuć?- zapytałem niepewnie.- Naprawdę, bardzo, bardzo cię lubię, Nakao-kun! Martwiłem się, kiedy się do mnie odzywałeś, ale...w-wątpię, by to było TO uczucie.
-         Nie mam nic przeciwko!- zawołał Nakao, chwytając mnie za dłonie i ściskając je lekko. Jego twarz wręcz promieniała.- Zrobię wszystko, żeby cię uszczęśliwić, Naofumi-san!
-         To chyba działa w obie strony.- Uśmiechnąłem się do niego lekko.
-         Ah...t-tak!- Nakao zarumienił się jeszcze mocniej.- Masz rację! Ja...dam z siebie wszystko! Jeśli jest możliwość, że się we mnie zakochasz, to ja...ja ci w tym pomogę!
      Spojrzałem na niego, zaskoczony, a potem parsknąłem niepowstrzymanym śmiechem. Nakao z początku również wyglądał na zaskoczonego, ale po chwili uśmiechnął się i zaśmiał lekko.
-         Kocham cię, Naofumi-san – powiedział z błyskiem w oczach.
      Umilkłem, zerkając na niego. Przełknąłem ślinę, mając ochotę się rozpłakać. Tyle lat czekałem, by usłyszeć te dwa słowa od drugiego człowieka. Tak bardzo chciałem je usłyszeć od Yamato.
      I w końcu stoję tu, w środku parku, z chłopakiem, który zapewne również chciałby je usłyszeć.
-         Dziękuję, Nakao-kun – wyszeptałem, szybko wycierając zagubioną w kąciku oka łezkę.
      Wspiąłem się na palcach, chwytając dłońmi jego ramiona i pocałowałem go delikatnie.
      Minęło tyle czasu, odkąd ostatni raz się całowałem, że zapomniałem już, jaka to rozkoszna pieszczota. Usta Nakao były zimne i odrobinę twarde, jednak sam ich dotyk sprawiał mi przyjemność. Ta słodka chwila, nasz pierwszy pocałunek, który na długo zapadnie mi w pamięci.
      Staliśmy w bezruchu w tej pozie jeszcze przez chwilę, dopóki nie rozbolały mnie stopy i w końcu opadłem powoli na pięty, spuszczając spojrzenie na nasze nogi.
      I wtedy rozległy się ciche chichoty, a obok nas pojawiła się grupka dziewczyn.
      Nim zdążyłem cokolwiek zrobić, Nakao przytulił mnie do siebie mocno. Stałem w bezruchu, nie wiedząc, czy mam go odepchnąć, czy ukryć twarz w jego ramionach. Widziały nas. Widziały! Jak mogłem być taki nieuważny i zapomnieć, że przecież jesteśmy w miejscu publicznym!
-         A mówiłeś, że nie masz dziewczyny, Sora-kun!- zawołała jedna z nich piskliwym głosikiem.
-         Sorki, dziewczyny.- Nakao roześmiał się lekko i swobodnie.
-         Nie przeszkadzajcie sobie, już stąd zmykamy!
      Śmiejąc się i szepcząc między sobą, dziewczyny poszły dalej. Usłyszałem, jak Nakao wzdycha głośno.
-         Było blisko...
-         Przepraszam, nie powinienem był, gdyby twoje koleżanki nie pomyliły mnie z dziewczyną...!- zacząłem nerwowo.
-         O czym ty mówisz, Naofumi-san?- Nakao pochylił się nade mną z uśmiechem i stuknął czołem o moje czoło.- Nie dbam o moją reputację. Bardziej zależy mi na twojej! Poza tym...- Nakao zarumienił się, a jego oczy znów zabłysły.- Dziękuję. Marzyłem o tej chwili!- Uśmiechnął się radośnie.
-         N-nie mów takich rzeczy!- Poczułem, że się czerwienię.
-         Ale to prawda!- zawołał Nakao.- Ten pocałunek...będzie moją najważniejszą pamiątką!
-         Mówisz, jakbyś sądził, że nigdy więcej się nie powtórzy – zauważyłem.
      Nakao zamrugał, jakby zdezorientowany, a potem zarumienił się intensywnie i zaczął nerwowo rozglądać wokół siebie.
-         Ja...to...to nie tak, że tak...znaczy...nie myślałem tak wcale, chociaż...nie, żebym miał nadzieję, że wkrótce...znaczy...
      Roześmiałem się, widząc jego zakłopotanie i, upewniwszy się, że nie ma nikogo wokół, szybko cmoknąłem go w usta.
-         Ah, chyba zakochałem się jeszcze mocniej!- jęknął cicho, obejmując mnie.- Dlaczego to uzależnia już po pierwszym razie?
      Uśmiechnąłem się do niego w odpowiedzi, również go obejmując.
-         Nie powinniśmy tutaj tak stać – powiedziałem.- To był prawdziwy fart, że wzięły mnie za dziewczynę! Następnym razem może to się źle skończyć.
-         Uhm, masz rację.- Nakao skinął głową.- Ale...mogę...jeszcze tylko raz?
      Przygryzłem wargę, starając się zachować w miarę poważnie. Skinąłem głową, a Nakao odetchnął lekko i pochylił się. Znów złączyliśmy usta, zamykając oczy. W jego ramionach było mi ciepło i przyjemnie. Miałem ochotę zostać tak na dłużej, ale w końcu musieliśmy się od siebie oderwać.
-         Co to ja miałem...- Nakao podrapał się po głowie.- Ah, tak! Odprowadzić cię.
-         Racja.- Uśmiechnąłem się do niego, odsuwając kawałek.- Może wpadniesz na herbatę?
-         Z przyjemnością, ale...obiecałem mamie, że pomogę jej przy kolacji.
-         W takim razie innym razem – powiedziałem.
-         Może...zadzwonię do mamy i...
-         Nie ma mowy – westchnąłem z uśmiechem.- Trzeba dotrzymywać obietnic, zwłaszcza w rodzinie!
-         No tak.- Nakao zaśmiał się nerwowo.- Uhm...Naofumi-san?
-         Tak?
-         To...początek związku, prawda?
      Spojrzałem na niego, zaskoczony, a potem uśmiechnąłem się i skinąłem głową.
-         Tak – powiedziałem.- Nie musisz mi mówić „Naofumi-san”. To dość długa wersja. Wystarczy „Fumi”.
-         Ale...tak zwracają się do ciebie prawie wszyscy – mruknął Nakao.- A może...N...Nao-san?
-         Nao-san?
-         Jeśli nie masz nic przeciwko, oczywiście.
-         Może być – powiedziałem z uśmiechem.- Podoba mi się!
-         W takim razie, Nao-san! Oh! A ty możesz mi mówić po imieniu!
-         Uhm...- Odwróciłem od niego głowę.- Przepraszam, ale...wolę „Nakao-kun”.
-         Eh...?
-         Albo chociaż Nakao. Nie masz nic przeciwko?
-         Nie, skąd.- Uśmiechnął się lekko.- Możesz się do mnie zwracać, jak tylko ci się podoba!
      Uśmiechnąłem się do niego delikatnie, żałując, że nie mogę wziąć go za rękę. Gdyby nie to, że jestem mężczyzną, moglibyśmy zachowywać się tak, jak każda inna para.
      Ale czy to ma teraz jakieś znaczenie? Póki widziałem uśmiechniętą, szczęśliwą twarz Nakao, byłem zadowolony.
      To początek naszego związku.


23 wrz 2014

Yuuki została opętana!!! Pisze HETEROporno! :O *szok*

Kochani, nie wiem, co się ze mną dzieje, ale tak - napisałam opowiadanie erotyczne z parą hetero xD A dokładnie: Czytelnik x Postać. Jednak ! ( i tu was prawdopodobnie BARDZO zaskoczę ) opowiadanie nie dotyczy anime! Nie dotyczy też żadnej książki - dotyczy filmu, a właściwie filmu na podstawie gry komputerowej.
Kto się domyśla co to takiego?

Final Fantasy *-*

Oh, nie pytajcie mnie, co mnie naszło xD Po prostu obejrzałam Final Fantasy VII: Advent Child i zakochałam się w Claudzie i jego głosie Sasoriego, w Kadaju ( MURASAKIBARA *-* ), w Yazoo i jego boskiego tekstu "Nee, Kadadżu~", we wszystkich "Hm!" Kadaja, Yazoo i Loza...w Reno...i w panu Matrixie, jak nazywam Rude'a xD

W każdym bądź razie, dla mojej przyjaciółki miałam coś napisać z Final Fantasy i wpadłam na Czytelnik x Postać - żeby było łatwiej xD

Pierwsze opowiadanie, jakie wypadło, to paring z moim ulubieńcem - Kadajem <3 Kto chętny, zapraszam do czytania, wrzucam tu ot tak, żeby nie było, że się opierdzielam xD
Są tu jacyś fani Final Fantasy? :3 Gejporno z nimi też będzie! *-* Dużo, dużo xD



Kadaj
Czytacie na własną odpowiedzialność! xD Przypominam - to opowiadanie NIE JEST o gejach xD






2 wrz 2014

Yuuki powróciła~ !

Chciałam wprowadzić drobną zmianę w Menu, tak na powitanie, ale wszystko diabli wzięło, bo mi się Internet rozłączył xD

Witajcie, kochani, Yuuki wróciła z Wakacji! Jestem totalnie niewyspana, a jutro na 7 do szkoły, w dodatku lekcje do 15, czuję, że to będzie ciężki dzień xD

Kiedyś wstawiłam tu pewien shocik Jean x Marco, ale w poście. Początkowo nie chciałam się w ogóle przyznawać, że napisałam coś takiego, ale zmieniłam zdanie xD

Udostępniam to dla Was teraz!
Oto piękna, romantyczna opowieść o...konikach xD



Jean z dzikiej doliny






Łączna liczba wyświetleń