14 lut 2015

Rozdział Siódmy - Szczerość wyznań



-         Fumi-chan, nie masz czasem wrażenia, że czas leci zdecydowanie za szybko?- zapytał Maeda.
      Spojrzałem na niego, zaskoczony, znad swojej walizki. Mój lokator stał w progu mojego pokoju i opierał się o framugę, obserwując mnie. Nadszedł już wieczór, a ja za dwie godziny miałem udać się na dworzec, by wsiąść w autobus, który zawiezie mnie w rodzinne strony.
      Nawet, jeśli nie bardzo miałem ochotę tam jechać.
-         Co masz na myśli? – zapytałem.
-         No wiesz, mnie się na przykład wydaje, że wprowadziłeś się tu ledwie tydzień temu, a to już prawie trzy miesiące, i nadeszły święta.
-         Cóż...- włożyłem do walizki prezenty dla rodziców i siostry, po czym zamknąłem wieko i zapiąłem na zamek błyskawiczny.- Myślę, że każdy ma takie myśli. Zwłaszcza, jeśli spędzamy ten czas miło.
-         Chcesz mi dyskretnie powiedzieć, że lubisz ze mną mieszkać?- zapytał Maeda z lekkim uśmieszkiem.
-         Emm...ja...- poczułem rumieńce na policzkach.- Można tak powiedzieć. W końcu, dogadujemy się...jakoś...no i... w ogóle.
-         No tak, masz rację, szczególnie z tym „w ogóle”.- Maeda pokiwał z powagą głową.- Nigdy lepiej bym nie opisał naszych relacji.
-         N-nie musisz być taki uszczypliwy!- burknąłem, a on roześmiał się wesoło.
-         Chcesz się napić herbaty, zanim zostawisz swojego ulubionego współlokatora na aż dwa dni?
-         Jeśli tylko mój ulubiony współlokator przestanie się wygłupiać – mruknąłem.
      Maeda zachichotał cicho i poszedł do kuchni wstawić wodę. Pokręciłem głową z westchnieniem i, upewniając się po raz ostatni, że wszystko spakowałem, wyniosłem walizkę do holu, stawiając ją przy drzwiach.
-         Mówiłeś, że ile czasu ci zajmie dojechanie na miejsce?- zawołał z kuchni Maeda.
      Nie chcąc krzyczeć, poszedłem do niego.
-         Jakieś dziewięć godzin – odparłem.
-         Rany...pociągiem zajęło by ci to minimum o połowę mniej, wiesz?
-         Nie lubię pociągów – mruknąłem.- Poza tym, autobusem wyjdzie mi taniej.
-         Strasznie skąpy jesteś. Nie dbasz o swoje bezpieczeństwo? Bo w tej kwestii lepszy byłby właśnie pociąg.
-         Martwisz się o mnie?- uśmiechnąłem się lekko.
-         Owszem – odparł poważnie, odwracając się do mnie.- Na drogach jest ślisko, Fumi-chan, wolałbym, żebyś nie ryzykował.
-         Już...kupiłem bilet – mruknąłem, odwracając od niego spojrzenie.
-         No teraz już za późno – westchnął Maeda.- Ale następnym razem mógłbyś mieć na uwadze nerwy twojego ulubionego współlokatora!
-         Pomyślę o tym...
      Maeda roześmiał się, zalewając wrzątkiem nasze herbaty.
-         To co, próbujemy babki?- zapytał, zerkając na ladę, gdzie, na dużym talerzu, stała niedawno upieczona przeze mnie babka.
-         Zostaw ją sobie na święta – powiedziałem.
-         Co za różnica, kiedy tylko stąd wyjdziesz i tak połowa zniknie.
-         Taki jesteś pewien, że ci zasmakuje?- uśmiechnąłem się lekko, sięgając do szafki po herbatniki.
-         Skoro miałeś być cukiernikiem.- Maeda wzruszył ramionami.- Wygląda apetycznie, pachnie apetycznie, więc z pewnością to niebo w gębie.
      Zabraliśmy nasze kubki i ciastka, po czym przeszliśmy do salonu gdzie, jak zawsze, siedliśmy przy kotatsu.
-         Na pewno nie chcesz jechać ze mną?- zapytałem cicho.- Moi rodzice nie mają nic przeciwko.
-         Naprawdę, nie wierzę, że ich o to zapytałeś – parsknął Maeda.
-         Przecież to święta!- wykrzyknąłem.- Oni nie mają nic przeciwko, żebym zaprosił przyjaciela, który ma zamiar spędzać je zupełnie sam!
-         Nah, Fumi-chan – westchnął mój lokator kręcąc głową.- Masz za dobre serce. Nie martw się, pojutrze odwiedzi mnie brat, chociaż to akurat do zalet nie należy.
-         Możesz jeszcze zmienić zdanie – mruknąłem.- Trochę gryzie mnie sumienie, że zostawiam cię samego.
-         Daj spokój.- Maeda machnął lekceważąco ręką.- Nie ty jesteś odpowiedzialny za moje obecne relacje z rodzicami, tylko ja. Można powiedzieć, że sam sobie zgotowałem taki los. Ale, serio, nie przeszkadza mi to. Jakoś nieszczególnie przywiązuję wagę do takich świąt. Lubię je, ale nie przeszkadza mi nieobecność bliskich.
      Westchnąłem cicho, spuszczając głowę. Może i faktycznie trochę przesadziłem z zapraszaniem go w rodzinne miejsce na święta, ale koniec końców, miał je spędzać sam jak palec. Lubiłem go na tyle, że było mi go żal i chciałem pomóc...
-         Jesteś pewien, że dwa dni ci starczą?- zapytał Maeda.
-         Tak – odparłem, skinąwszy głową.- W sobotę i tak pracuję, więc wyjadę w czwartek wieczorem, żeby w piątek rano być tutaj.
-         Przyjdę po ciebie na dworzec.
-         Nie ma takiej potrzeby.- Uśmiechnąłem się.- Przyjadę zapewne o 5 rano, a ty idziesz do pracy, prawda?
-         Nic się nie stanie, jeśli wstanę trochę wcześniej – powiedział Maeda.- Oh, właśnie! Przywieziesz mi jakąś pamiątkę z Fukuoki?
-         Eh? Masz coś konkretnego na myśli?
-         Może być nawet posążek Buddy, po prostu chcę coś z Fukuoki. Nigdy tam nie byłem, więc zrób też jakieś zdjęcia!
-         N-nie jadę tam zwiedzać...- mruknąłem.- Pewnie nawet nie będę wychodził z domu.
-         Oh.- Maeda zmarkotniał nieco.- No cóż, po pamiątkę możesz iść! Obiecałbym ci w zamian coś z moich rodzinnych stron, ale wątpię, bym miał się tam jeszcze kiedykolwiek zjawić. Ale!- Maeda wyprostował się, wypinając do przodu pierś.- Już teraz mogę ci obiecać, że nie pozwolę ci zasnąć w Sylwestra!
-         Hmm?- Spojrzałem na niego pytająco.
-         Hmhm!- mój lokator zachichotał pod nosem.- Czeka nas noc pełna wrażeń i możesz być pewien, że nie pozwolę ci uciec!
-         O czym ty mówisz?- zapytałem, czując już teraz lekką obawę.
-         Zobaczysz – odparł tajemniczo, patrząc na mnie zza swojego kubka.
-         Zaczynam się bać – przyznałem.
      Maeda nie odpowiedział nic, tylko szerzej się uśmiechnął.
***

      Droga do Fukuoki trochę mi się dłużyła, zwłaszcza, że po kilku godzinach trafiliśmy na zaspę i musieliśmy czekać przez ponad godzinę, aż odpowiednie jednostki usuną problem. Koniec końców jednak dotarłem do rodzinnej Tagawy, gdzie powitali mnie wzruszona mama i zaspany tata.
-         Strasznie schudłeś, synku!- powiedziała na wstępie mama, jak co roku w ten czas.
-         Przytyję po świętach...- mruknąłem, czekając aż skończy mnie ściskać. – Cześć, tato.
-         Włosy ci urosły – powiedział tata, ziewając szeroko.
-         No tak...ale jakoś nie mam ochoty ich ścinać – uśmiechnąłem się do nich lekko.- Zostawiliście Ayumi samą?
-         Nie, jest z wujkiem Hisano.- Mama pokręciła głową.- Rozstał się ze swoją dziewczyną i spędza święta z nami.
-         Z kolejną?- Uśmiechnąłem się, idąc wraz z rodzicami do ich samochodu.
-         Nie pytaj – westchnęła mama.- Naprawdę, nie mam już na niego sił...
      Tata pomógł mi włożyć walizkę do bagażnika i w końcu mogliśmy wsiąść i ruszyć do domu. Co prawda drzemałem w autobusie, ale i tak nie pozbyłem się zmęczenia i senności, przez co usypiałem w aucie, nawet jeśli mama całą drogę opowiadała mi o ostatnich zdarzeniach.
      Nie mogłem nie zauważyć, że z roku na rok moi rodzice się zmieniali. Zarówno mama jak i tata od naszego ostatniego spotkania trochę posiwiali, ale nic dziwnego, w końcu mieli już swoje lata. Obojgu przybyło też zmarszczek, zwłaszcza mamie, choć według mnie, dodawało jej to uroku. Miała długie, lekko falowane czarne włosy, teraz splątane w warkoczu i piwne oczy. Tata z kolei był blondynem o jasnych, zielonych oczach i na pierwszy rzut oka to właśnie jego przypominałem. Jednak, mimo wszystko, moja uroda była zbyt kobieca, cera zbyt delikatna i sylwetka zbyt wąska – dlatego po przyjrzeniu się mi, znajomi mojej mamy w końcu musieli zapytać, czy jestem chłopcem, czy dziewczynką.
      Był taki okres buntu w moim życiu, kiedy robiłem wszystko, by nikt nie mylił mnie z płcią żeńską. Stawiałem włosy na jeża, chodziłem „męskim” krokiem, zachowywałem się jak facet i przede wszystkim tak się ubierałem. Szybko jednak zrezygnowałem, bo doszedłem do wniosku, że kiepski ze mnie aktor.
      „Jesteś naprawdę piękny, Fumi”.
      Te słowa usłyszałem od Yamato pewnego upalnego, letniego dnia, kiedy oboje leżeliśmy w starej piwnicy, która była naszą „bazą”. Powiedział to, gdy przeglądałem się w lusterku. Rozpłakałem się, a on uśmiechnął się lekko i poklepał mnie po ramieniu. Następnego dnia wróciłem do bycia „sobą”. I wtedy znów to powiedział, z tym swoim zwyczajowym uśmiechem, za którym tęskniłem każdego wieczoru, leżąc w łóżku.
-         Yasuo!- z zamyślenia wyrwało mnie nawoływanie mamy.
-         Eh, tak?!
-         Pytam, czy przyjedziesz do nas na sylwestra?
-         Ah...nie, przepraszam... Wygląda na to, że Maeda-kun coś dla nas szykuje.
-         Rozumiem... Cieszę się, że masz dobrego przyjaciela tam, w Fukui!
-         Tak...ja również – powiedziałem z uśmiechem.- Jest trochę...ekscentryczny. Ale bardzo go lubię.
-         Zamierzasz z nim mieszkać aż do ukończenia studiów? Kochanie, nie zasypiaj za kierownicą!!
-         Hmm? Tak, tak, przecież jadę – mruknął tata, potrząsając głową i szerzej otwierając oczy.
      Zaśmiałem się delikatnie i zwróciłem do mamy:
-         Jeśli to będzie możliwe, to tak. Myślę, że nawet po studiach pomieszkam z nim, póki nie uzbieram pieniędzy na własne mieszkanie.
-         No i musisz w końcu znaleźć sobie dziewczynę!- powiedziała mama z poważną miną, odwracając się do mnie.- Chcę zostać babcią!
-         Eh? To...trochę wcześnie dla mnie – mruknąłem, czując rumieńce na policzkach.
-         Głupie wymówki – odparła mama, wzruszając ramionami.- Przecież nie będę czekała, aż Ayumi dorośnie!
-         Ayumi ma sześć lat, powinniśmy się skupić na jej wychowaniu, a nie na wnukach – powiedział tata, zerkając na mamę dość nerwowo.
-         Ależ daj spokój, Ayumi też by się z pewnością ucieszyła na wieść, że zostanie ciocią!
      Uśmiechnąłem się lekko, choć raczej krzywo. Oczywiście, rodzice nie mieli pojęcia o mojej orientacji seksualnej i, szczerze mówiąc, nie myślałem nawet o tym, żeby im o niej powiedzieć. Wiedziałem, że nie mogę ich oszukiwać przez cały czas. Powinienem pomyśleć, jak się do tego zabrać...
-         No, jesteśmy w domu – westchnęła mama, kiedy podjechaliśmy na podjazd piętrowego domku rodzinnego. W oknie salonu mignęła mi poważna, skupiona twarz mojej siostry, która, zobaczywszy samochód, natychmiast się schowała.
-         Idź przywitać się z siostrą – powiedział tata, ziewając.- Ja wezmę twoją walizkę...
-         Dziękuję – powiedziałem, wysiadając z auta.
-         Przygotowałam już twój pokój, będziesz mógł się zdrzemnąć po podróży!- powiedziała z uśmiechem mama.
      Skinąłem głową w podziękowaniu i wszedłem zaraz za nią do domu. Znaleźliśmy się w niewielkim przedsionku z korytarzykiem, na końcu którego, u wejścia do jadalni, stała moja siostra. Długie, czarne włosy miała związane w dwie kiteczki, zielone oczy obserwowały mnie uważnie. W niebiesko-białej sukience wyglądała doprawdy uroczo, chociaż jej twarz wyglądała na dość niezadowoloną.
-         Dzień dobry, Ayu-chan!- przywitałem się, zdejmując płaszcz i buty.- Dawno się nie widzieliśmy!
      Ayumi wciąż stała u wejścia, trzymając się framugi. Kiedy zrobiłem krok w jej stronę, jej oczka zabłysły łzami, a ona sama czmychnęła do jadalni.
-         Uhm...- zacząłem niepewnie.
-         Jest trochę zła, że tak długo cię nie było – wyjaśniła szeptem mama.- Spokojnie, idź do niej, na pewno szybko jej minie.
-         Dobrze...
      Właśnie miałem pójść za siostrą, kiedy z salonu wyszedł wysoki, przystojny mężczyzna. Miał burzę delikatnie kręconych, brązowych włosów i te same piwne oczy, co mama. Spojrzał na mnie z uśmiechem i oparł się nonszalancko o framugę.
-         Proszę, proszę, jaki przystojniak tu zawitał!- powiedział.
-         Cześć, wujku.- Uśmiechnąłem się do niego.
-         Ah, skończ z tym wujkiem, za młody na niego jestem!- roześmiał się Hisano, czochrając mnie po włosach.- Między nami jest ledwie 8 lat różnicy! Mam dziewczynę w twoim wieku! Oh...no dobra, miałem...
-         Słyszałem, że się rozstaliście – powiedziałem.- Przykro mi...
-         Daj spokój, było minęło – Hisano wzruszył ramionami.- Myślę, żeby pojechać na jakiś czas do Fukui, może poznasz mnie ze swoimi koleżankami z uczelni?
-         Yyy...
-         Hisano, weź ty się lepiej za tę zmywarkę w kuchni!- burknęła mama.
-         Hmm? Oh, daj spokój, siostrzyczko, nie chcę mi się, wezwij hydraulika...
      Korzystając z okazji, kiedy mama zaczęła prawić mu kazanie, wymknąłem się po cichu i przeszedłem przez korytarzyk. Zajrzałem do jadalni. Pomieszczenie było wystrojone przeróżnymi ozdóbkami wykonanymi z pewnością dziecięcą rączką – kolorowe, papierowe łańcuchy, krzywe choineczki i bombki, złote gwiazdki oraz kwadratowe i prostokątne prezenty.
-         Łał, niesamowite!- powiedziałem z uśmiechem, rozglądając się.- Świetna robota, Ayu-chan!
      Ayumi, która chowała się teraz za krzesłem, spojrzała na mnie, zaciskając usta. Zrobiło mi się naprawdę głupio. Podszedłem do niej ostrożnie i przyklęknąłem na podłodze.
-         Przepraszam, Ayu-chan – zacząłem ze szczerą skruchą.- Nie mam dobrego usprawiedliwienia prócz tego, że miałem sporo na głowie...ciągle nauka, praca, a potem nowe mieszkanie... Naprawdę chciałem wpaść wcześniej, ale nie mogłem. Przepraszam.- Skłoniłem się przed nią nisko.
-         G-głupi braciszek! – burknęła moja siostra. Spojrzałem na nią, nieco zaskoczony.- Jak zostanę lekarzem i się przeziębisz, to nie dam ci lekarstwa!- To mówiąc, tupnęła ze złością nóżką.
-         Eh...?
-         Poza tym, przeprosiny przyjęte!- powiedziała, krzyżując ręce na piersiach i odwracając głowę, obrażona.
-         Więc...uhm...mogę cię przytulić?- zapytałem dość nieśmiało.
-         N...no możesz – mruknęła, rumieniąc się lekko.
      Podeszła do mnie, a ja wyciągnąłem ku niej ramiona. Przytuliłem ją z całych sił, wdychając przyjemny, różany zapach, którym pachniały jej włosy.
-         Strasznie za tobą tęskniłem, Ayu – westchnąłem.
-         Trzeba było przyjechać!- odparła, odsuwając się lekko.
-         Teraz będę wpadał częściej! Postaram się wziąć urlop na ferie, co ty na to? Przyjadę i spędzimy ze sobą cały tydzień!
-         Obiecujesz?
-         Obiecuję! Oczywiście, o ile tylko dostanę ten urlop...
-         Jeśli złamiesz dane słowo, przyjdzie do ciebie zła wróżka i zabierze ci język!- ostrzegła mnie Ayumi.
-         W-więc lepiej nie będę ryzykował i zdobędę ten urlop!
-         Mhm!- Ayumi skinęła główką i wzięła mnie za rękę.- Chodź, pokażę ci moją nową książkę, którą dostałam od tatusia!
      Nie mogąc się sprzeciwić, wstałem z podłogi i podążyłem za nią na piętro.
      Jej pokój nic się nie zmienił: te same, niebieskie ściany, mały regalik z bajkami, pudło z zabawkami, stoliczek i krzesełka, na których siedzieli teraz Pan Królik i Pan Miś.
-         Usiądź tutaj.- Ayumi wskazała mi miejsce przy stoliku. Usiadłem posłusznie, a ona przyniosła mi dużą, białą książkę, otwarła ją i położyła przede mną. Zamarłem w bezruchu.- To jest serduszko! Tu masz lewą komorę, tu prawą, a tu jest aorta i tętnica – mówiąc, pokazywała mi kolejne fragmenty serca.
-         Uhm...i-interesujesz się tym, Ayu-chan?- bąknąłem.
-         Tak, bo zostanę lekarzem!- powiedziała z powagą.- Razem z Królikiem i Misiem prowadzimy klinikę! Uleczyliśmy już kamienie nerkowe u Pana Pandy i zapalenie płuc u Pani Krówki!
-         Ayumi-chan?- do pokoju zajrzała nasza mama.- Oh, później pokażesz Yasuo swoje rzeczy, powinnaś mu teraz pozwolić odpocząć.
-         Haa?- Ayumi posmutniała nieco.- Ale chciałam pokazać braciszkowi, jak razem z Panem Królikiem przeprowadzamy operację!
-         O-operację?! Mamo?!- spojrzałem na nią, przerażony.
-         To nie jest nic brutalnego – uspokoiła mnie szybko.- Ehh, Ayumi, pozwól braciszkowi się chwilę przespać, dobrze? Jak wstanie, to się pobawicie. Yasuo długo jechał autobusem i jest zmęczony, wiesz?
-         Znowu mówisz do mnie jak do dziecka!- rzuciła oskarżycielsko Ayumi, chwytając się pod boki.- Mam już sześć lat, mamo!
      Zakrztusiłem się śliną, próbując powstrzymać parsknięcie śmiechem. Zasłoniłem szybko usta i spuściłem głowę, by moja siostra nie dostrzegła w moich oczach rozbawienia.
-         Co ci jest, braciszku?- zapytała, zaniepokojona.- Potrzebujesz pomocy? Przynieść ci wody?
-         Nie, dziękuję, Ayu-chan – powiedziałem szybko, starając się, by zabrzmiało to spokojnie.- Już mi przeszło.
-         Może lepiej idź się połóż – westchnęła ciężko.- Resztę zabawek pokażę ci, jak się obudzisz.
-         Ale, oczywiście, najpierw zjemy obiad – dodała mama, biorąc ją na ręce.- I teraz pomożesz mi w zrobieniu go!
-         Eh? A...a braciszek?- Ayumi spojrzała na mnie niepewnie.
-         Braciszek pójdzie spać – powiedziała mama.
-         Sam...?- mruknęła cicho moja siostra, spuszczając wzrok.
-         Musimy dać mu odsapnąć po podróży, kochanie – wyjaśniła mama, puszczając mi ukradkiem oko.- W tym czasie zrobisz dla braciszka pyszny obiadek, prawda?
      Mama oddaliła wyszła z pokoju, więc i ja uczyniłem to samo. Pomachałem mojej siostrze, oddalającej się korytarzem, po czym udałem się do mojego pokoju.
      Pokój w moim mieszkaniu w Fukui urządziłem właśnie na wzór tego: ciemnoszare ściany i czarne meble. Nie potrzebowałem zbyt dużo, najważniejsze było łóżko, biurko, szafa i regał z książkami.
      Widać było, że mama nic stąd nie ruszała. Mogłem się założyć, że sprzątała tutaj minimum raz w tygodniu, a przed moim przyjazdem zrobiła to na błysk – nigdzie nie było ani pyłka kurzu. Uśmiechnąłem się, kręcąc głową i sięgnąłem po walizkę, którą mój tata zdążył już przynieść.
      Kiedy tylko przebrałem się w piżamę i położyłem do łóżka, z korytarza dobiegł mnie odgłos tupotu dziecięcych nóżek. Po chwili rozległo się ciche pukanie i do środka zajrzała moja siostra.
-         Śpisz?- zapytała.
-         Jeszcze nie – odparłem, powstrzymując ziewnięcie.
-         Przyniosłam ci picie – powiedziała Ayumi, wchodząc do pokoju i podchodząc do łóżka. Położyła na stoliku nocnym butelkę wody mineralnej.- Potrzebujesz czegoś?
-         Chyba nie – uśmiechnąłem się do niej lekko.- No, może prócz czegoś do przytulenia!
-         Braciszku, jesteś zboczony!- krzyknęła oskarżycielsko Ayumi.
-         Zbo...- poczułem, że moje policzki mnie palą.- Skąd znasz takie słowo?!
-         Mam już sześć lat!- odparła, jakby to zdanie usprawiedliwiało wszystko, cokolwiek by powiedziała, czy zrobiła.
-         Ja...nie miałem na myśli nic...przecież jesteśmy rodzeństwem!- mówiłem nieskładnie, wymachując rękoma.
-         Żartowałam, głupolu – westchnęła moja siostra.
-         Eh...no tak...- Opadłem ciężko na poduszki i przymknąłem oczy.
-         Cóż, chyba nie mam wyboru – mruknęła Ayumi, wspinając się na moje łóżko i sadowiąc pod kołdrą obok mnie.- Skoro nie jesteś w stanie zasnąć bez przytulenia...jesteś bardziej dziecinny ode mnie, braciszku!
      Uśmiechnąłem się sennie. Przecież nie mówiłem, że nie mogę bez tego zasnąć.
      Obróciwszy się w jej stronę, ucałowałem jej ciepłe czółko i zamknąłem oczy. Nawet nie zorientowałem się, kiedy przyszedł sen.

***

      Jak mogłem się spodziewać, Wigilia była prawdziwą ucztą. Zwykle mama piekła na kolację kurczaka, ale ponieważ tym razem był z nami również wujek Hisano, miejsce kurczaka zastąpił indyk. Wszyscy dostali porcję tak potężną, że ledwie zmieścili deser – tradycyjne ciasto bożonarodzeniowe. Odkąd mama zdobyła od koleżanki przepis, na święta zawsze robi go własnoręcznie.
      Po sytym posiłku Ayume trzeba było położyć spać. Tym razem to ja się tym zająłem. Oczywiście, próbowała się wyrywać, bo chciała pooglądać z nami telewizję, ale koniec końców zasnęła mi na rękach. Kiedy położyłem ją do łóżka i opatuliłem kołdrą, wyszedłem cicho z pokoju i zszedłem do kuchni, gdzie mama wraz ze swoim bratem zmywała naczynia.
-         Ayu śpi – poinformowałem.
-         Dobrze, skarbie. Możesz już iść do taty, my już kończymy.
-         Mm...nie masz nic przeciwko, żebym poszedł się przewietrzyć?
-         Umówiłeś się z jakąś panienką?- Hisano natychmiast spojrzał na mnie uważnie.- Zabierz mnie ze sobą!
-         Źle się czujesz?- zapytała mama, ciskając mokrą ścierką w twarz swojego brata.
-         Nie, nie – powiedziałem szybko.- Trochę jestem najedzony, to wszystko.
-         Cóż, no dobrze...tylko nie oddalaj się za bardzo!
-         Dobrze, mamo.
      Zostawiłem ich samych, już rozpoczynających dyskusję, i przeszedłem do holu, gdzie założyłem płaszcz i buty. Wyszedłem na zewnątrz, cicho zamykając za sobą drzwi. Odetchnąłem głęboko świeżym, zimowym powietrzem, po czym ruszyłem przed siebie.
      Samotne spacery zwykle kończą się masą rozmyślań nad własnym życiem i wiedziałem, że mój spacer również będzie do takowych należał. W końcu znajdowałem się w rodzinnym mieście, pełno było tu miejsc budzących wspomnienia, zarówno te dobre, jak i złe.
      Nie miałem zamiaru iść daleko. Chciałem tylko przejść się parkiem, w którym bawiłem się jako mały chłopiec. Ostatni raz byłem tu kilka lat temu, a korzystając z wigilijnego wieczoru, miałem okazję przejść się bez obaw, że spotkam kogoś znajomego.
      Westchnąłem ciężko, wsuwając zmarznięte dłonie głębiej do kieszeni płaszcza. Szedłem powoli ze spuszczoną głową, przyglądając się śladom na śniegu, widocznym w świetle parkowych latarni. Zastanawiałem się, co też porabia teraz Maeda. W sumie mógłbym do niego zadzwonić, ale zostawiłem komórkę w swoim pokoju. Może później to zrobię. Przy okazji wyślę też życzenia do Nakao. Przez fakt, że ot tak dawna nie miałem bliskich znajomych, którym mógłbym wysłać świąteczne życzenia, kompletnie o tym zapomniałem.
      Przygryzłem wargę, przypominając sobie po raz kolejny moje spotkanie z Nakao. Dziwnie się czułem, kiedy tak je wspominałem od czasu do czasu, ale to było silniejsze ode mnie. Czułem się jak dziewczyna wspominająca swój pierwszy raz. To było głupie i naiwne, ale jednocześnie przyjemne. Od tamtego spotkania kilka razy wyobrażałem sobie, jak by to było, gdybyśmy ja i Nakao mieli być razem.
      To dopiero było dziwne...
      Kopnąłem górkę śniegu usypaną na środku dróżki. Przez myśl przeszło mi, że niedaleko miejsca, w którym właśnie się przechadzałem, mieszka Yamato. Ciekaw byłem, czy bardzo się zmienił. W końcu ostatni raz widziałem go jakieś sześć lat temu, kiedy oboje chodziliśmy do gimnazjum. Ostatni raz widzieliśmy się na zakończeniu roku szkolnego. Pamiętam, że siedziałem na sali w całkowicie mokrym stroju, bo razem z kolegami oblał mnie wodą. Mamie powiedziałem, że wpadłem do jeziora...
      Jakby się tak zastanowić, to nawet mimo tego, że po moim wyznaniu, dzień w dzień mi „dokuczał”, nadal nie mogłem pozbyć się swoich uczuć. Starałem się go unikać na szkolnych korytarzach, przestałem wychodzić na dwór, choć wcześniej robiłem to bardzo często – czy to żeby pobiegać, czy żeby pojeździć rowerem. Przez ostatnie trzy miesiące w szkole byłem traktowany dość kiepsko, ale cieszyłem się, że moi starzy przyjaciele nie rozpowiedzieli wszystkim o tamtym wydarzeniu. To, że kocham Yamato, zostało między nimi, ale ponieważ klasa bardziej ich lubiła, widząc, że mnie od siebie odrzucili, przestali ze mną rozmawiać.
      A potem poszedłem do liceum w sąsiednim mieście, do którego nie poszło żadne z moich znajomych. Mamie niezbyt się to podobało, tym bardziej, że na ten czas zamieszkałem u wujka Hisano. Ale nie potrafiłem powiedzieć rodzicom, że za moją wyprowadzką kryje się coś innego. I nie mogłem przecież ich prosić, żebyśmy wszyscy się przeprowadzili. Dlatego po ukończeniu szkoły przeniosłem się do Fukui. Nie chciałem mieszkać zbyt daleko od rodziny, ale jednocześnie nie chciałem być blisko miejsca, w którym tak wiele się zdarzyło...
      I pomyśleć, że to wszystko przez dwa, rzekomo najpiękniejsze słowa na świecie...
      Znów westchnąłem, obserwując obłoczek pary, który wydostał się z moich ust i po chwili zniknął w powietrzu. Policzki piekły mnie od mrozu, ale na żołądku zrobiło mi się już nieco lepiej. Mama była mistrzynią w gotowaniu i pieczeniu, ale co za dużo, to niezdrowo...
      Skręcając w kolejną ścieżkę, postanowiłem wracać już do domu. Spacer wokół parku dobrze mi zrobił, nawet jeśli przez moment przypominałem sobie słabsze momenty mojego życia. Gdybym tylko mógł wymazać je z pamięci...
-         Fumi?
      Drgnąłem nerwowo i zamarłem w bezruchu, czując się jak zwierzę, które wyczuło zagrożenie. Zacisnąłem pięści, starając się powstrzymać drżenie. Chciałem uciec, ale to byłoby strasznie tchórzliwe.
-         To ty, prawda, Fumi?
      Przełknąłem nerwowo ślinę i w końcu odwróciłem się powoli. Zobaczyłem wysoką dziewczynę o długich, czarnych włosach skrytych pod modnym berecikiem, ubraną w granatowy płaszcz i czarne kozaki. Patrzyła na mnie miodowymi oczami, zupełnie zaskoczona i jednocześnie jakby zmieszana.
-         Uhm...Noriko...san – mruknąłem, spuszczając wzrok na ziemię.
      To była Noriko Isae. Jedna z osób, których nie chciałem spotkać. Dziewczyna, która, podobnie jak ja, kochała Yasuo. Z tym, że ona miała realne szanse by z nim być.
      To właśnie ona gardziła mną najbardziej ze wszystkich.
-         Ja...- zacząłem, lekko panikując.- Przepraszam, pójdę już...
-         Nie, zaczekaj, proszę!- zawołała szybko, robiąc kilka pospiesznych kroków w moją stronę. Odsunąłem się odruchowo.- Proszę, Fumi, nie uciekaj!
-         Eh?
-         Proszę, nie uciekaj...- powtórzyła cicho, spuszczając wzrok i ściskając dłonią pasek torebki przewieszonej przez ramię.
-         Uhm...- rozejrzałem się nerwowo, sam nawet nie wiedząc, po co.
-         Fumi, ja...wiem, że mnie nienawidzisz – powiedziała Noriko, dziwnie słabo.- Ale proszę, pozwól mi chwilę z tobą porozmawiać. Możemy nawet tak, jak teraz...stojąc od siebie w tej odległości.
-         Ah...nie, w porządku – mruknąłem, siląc się na rozluźnienie.- U...usiądźmy, może...?
Noriko skinęła głową i podeszła do stojącej niedaleko ławki. Usiadła na samym jej brzegu,
kładąc torebkę na kolanach. Popatrzyła na mnie oczekująco, a ja, wahając się jeszcze chwilę, w końcu usiadłem obok niej, nadal jednak zachowując dystans.
-         O czym chciałaś...?- zacząłem.
-         Czy to nie oczywiste?- zapytała, a po chwili uśmiechnęła się smutno.- No tak...dla ciebie pewnie nie jest to takie oczywiste... Nie było cię tyle czasu...
-         N-nie bardzo rozumiem...
-         Chciałam cię przeprosić, Fumi – powiedziała Noriko.
-         Eh?
-         No wiesz...- spojrzała na mnie ze skruchą.- Za to wszystko, co ci zrobiłam.
-         Oh...n-nie musisz...- zacząłem nerwowo.
-         Heh...nic się nie zmieniłeś, co?- zapytała z uśmiechem.- Jak zawsze ten sam Fumi, taki prosty i szczery. Jak zawsze...- Nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć, więc czekałem w milczeniu.- Kiedy skończyliśmy gimnazjum, spodziewałam się, że wyjedziesz, ale mimo to, kiedy dowiedziałam się, że faktycznie tak się stało, trochę to mną wstrząsnęło. Po tym wszystkim...przestałam witać się z twoimi rodzicami. Ale pewnego dnia twoja mama mnie zaczepiła w centrum handlowym i zapytała, dlaczego tak jest.
-         Powiedziałaś jej o wszystkim...?- zapytałem, lekko przestraszony.
-         Nie...- pokręciła głową.- Powiedziałam tylko, że się pokłóciliśmy, dlatego nie odzywam się również i do nich – wzruszyła ramionami.- Oczywiście, przeprosiłam za moje zachowanie. Twoja mama jak zawsze była dla mnie miła i powiedziała, że rozumie. A potem poinformowała, że zamieszkałeś z wujkiem.
-         To...przez szkołę – wyjaśniłem.- Mieszkał blisko liceum, do którego chodziłem.
-         Ale nie tylko dlatego się tam przeprowadziłeś, prawda?
      Skinąłem tylko głową w odpowiedzi, ale Noriko i tak przecież doskonale rozumiała.
-         A potem wyprowadziłeś się już na stałe – dodała.
-         Tak – mruknąłem.
-         Gdzie teraz mieszkasz?- Widząc moje zmieszanie, dodała szybko:- Oh, nie musisz mi mówić, jeśli nie chcesz! To było niegrzeczne z mojej strony, przepraszam.
-         Przestań...przepraszać – szepnąłem.- To...nie pasuje do ciebie.
-         Heh.- Noriko uśmiechnęła się delikatnie.- Właśnie o tym mówiłam, Fumi. Faktycznie, przepraszanie nigdy do mnie nie pasowało. Nie do tej „starej” mnie. Bardzo się zmieniłam, odkąd wyjechałeś.
-         Ah tak?
-         Tak.- Skinęła głową.- W końcu dorosłam i zdałam sobie sprawę z tego, ile błędów popełniłam. Gryzło mnie sumienie i bardzo chciałam cię za wszystko przeprosić, ale było już za późno. Poza tym, z drugiej strony, bałam się z tobą spotkać. Ale jak tak szłam teraz przez park i zobaczyłam przed sobą tę znajomą sylwetkę...- Uśmiechnęła się lekko.- Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć, prawda? Pomyślałam, że jeśli nie spróbuję przeprosić cię teraz, to później mogę nie mieć już okazji. Jeśli raz spanikuję i stchórzę, będzie mnie to męczyć do końca życia. Ja...potraktowałam cię naprawdę strasznie, Fumi...
-         Nie...nie mów tak...Miałaś rację, byłem naprawdę obrzydliwy! Nie powinienem był...
-         Nie prawda!- przerwała mi drżącym głosem. Spojrzałem na nią, a widząc w jej oczach łzy, zaniemówiłem.- Nigdy...nigdy nie byłeś obrzydliwy, Fumi – szepnęła, ściskając dłonie na torebce.- To JA byłam obrzydliwa, kiedy wyśmiewałam się z ciebie i pomiatałam tobą... nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, żeby cię przeprosić...przecież...byliśmy tacy sami. Byłeś taki sam, jak ja i ja byłam taka, jak ty...a przynajmniej tak mi się wydawało – dodała, ocierając łzę z kącika oka.- To, co czułam do Yamato było niczym w porównaniu z twoim uczuciem.
-         Też...go kochałaś – bąknąłem.
-         Owszem.- Skinęła głową.- Ale moja miłość była szczeniacką miłością, zakochanej 15-latki, podczas gdy twoja była zupełnie czysta, szczera i zdecydowanie bardziej dojrzalsza od mojej. Wtedy nie byłam zbyt empatyczna...nie wiedziałam, co czujesz, a kiedy zrozumiałam, że przecież ja sama na twoim miejscu cierpiałabym podobnie, było już za późno.
-         Wszyscy byliśmy wtedy dzieciakami – powiedziałem z uśmiechem.- Nasze poglądy nie różniły się od siebie za bardzo, tylko ja...po prostu byłem trochę naiwny...czy coś – dokończyłem niezgrabnie.
-         W gruncie rzeczy, byłeś najmądrzejszy z nas wszystkich – powiedziała Noriko.- Znałeś Yamato dłużej niż ja i kochałeś go, znając jego wady. Ja zakochałam się w nim, bo był popularny, przystojny i zabawny. Wydawało mi się, że taki chłopak to marzenie każdej dziewczyny. Przez jakiś czas nawet z nim byłam – dodała cicho, a ja poczułem znajome ukłucie w sercu.- I wtedy przekonałam się, jaki potrafi być naprawdę. Potem nawet dziwiłam się, jak mogłam widzieć w nim coś fajnego.
-         Każdy ma wady i zalety – mruknąłem z uśmiechem.- Yamato...miał tych pierwszych trochę więcej.
      Noriko roześmiała się lekko, przecierając dłońmi policzki.
-         My też byliśmy okrutni – powiedziała.- Mam na myśli siebie i całą resztę naszej starej ekipy. Traktowaliśmy cię podle aż do zakończenia szkoły.
-         Sam bym pewnie tak robił...
-         Nie.- Noriko pokręciła głową.- Nigdy nie potrafiłeś być dla nikogo niemiły. No, chyba że wtedy, gdy starałeś się być gangsterem.- Oboje roześmialiśmy się na to wspomnienie mojego krótkiego buntu.- To było straszne i ja to zrozumiałam. Nie tylko ja...Tatsumi też. Poszliśmy całą ekipą do tego samego liceum, ale nasza grupka szybko się rozpadła. Ja pierwsza odeszłam, bo miałam dosyć zachowania Yamato. Był prawdziwym gnojkiem, typowym chuliganem. Zaczął przesadzać: pił, palił, ciągle wszczynał bójki i non stop zmieniał dziewczyny. Krążyły też plotki, że ma jakieś powiązania z yakuzą i że bierze od nich narkotyki, chociaż akurat w to nie bardzo mogłam uwierzyć. Niedługo po mnie odszedł też Tatsumi. Pamiętasz go?
-         Tak.- Skinąłem głową.- Pamiętam wszystkich. Pięć lat to nie tak długo, by zapomnieć.
-         No tak...oh, nie wiem, czy powinnam się chwalić, ale...- Noriko zdjęła skórzaną rękawiczkę i uniosła dłoń, uśmiechając się promiennie.- Tatsumi poprosił mnie o rękę!
-         Oh...- bąknąłem, będąc w totalnym szoku.- Więc wy...?
-         Tak!- zaśmiała się.- Kto by pomyślał, co? Wcześniej za nim nie przepadałam, zwłaszcza za jego łysą, pustą głową... ale w liceum trochę się do siebie zbliżyliśmy, no i w końcu się w nim zakochałam. On już wcześniej coś do mnie czuł, ale bał się przyznać, a przynajmniej tak powiedział. Oboje mieliśmy dość Yamato i całej reszty, tego ich dzikiego zachowania. Często cię wspominaliśmy – powiedziała, patrząc na mnie.- Oczywiście, pozytywnie. Czasem mieliśmy wrażenie, że gdybyśmy potraktowali cię wtedy inaczej, gdybyś nadal był w naszej paczce, to Yamato by się tak nie zmienił. Hamowałeś go...
-         Eh?
-         Nigdy o tym nie myślałeś?- zdziwiła się Noriko.- Bez ciebie Yamato potrafił być bardzo wulgarny, ale przy tobie się uspokajał! Byłeś takim jakby hamulcem w jego życiu. Oh, przepraszam!- powiedziała szybko.- Nie chcę w tobie wzbudzić poczucia winy!
-         Nie, ja...nie pomyślałem o tym – mruknąłem cicho.- Chociaż, trochę mnie tym zaskoczyłaś.
-         Nie przejmuj się. Prędzej czy później, Yamato stałby się chuliganem.
-         Co...u niego słychać?- zapytałem, biorąc głębszy wdech.
-         Z tego, co wiem, wyprowadził się z Tagawy – powiedziała Noriko.- Ale nie wiem, gdzie teraz mieszka. Chyba pracuje jako mechanik samochodowy.
-         No tak, zawsze się nimi interesował.- Uśmiechnąłem się lekko.- A ty i Tatsumi...kiedy bierzecie ślub?
-         Na wiosnę – odparła z uśmiechem.- Weźmiemy ślub w otoczeniu kwiatów wiśni, czy to nie romantyczne?- zachichotała.
-         Tak, owszem.- Uśmiechnąłem się do niej.- Gratuluję. Naprawdę, bardzo się cieszę, Noriko-san.
-         Chciałabym cię zaprosić, ale to raczej byłoby niegrzeczne, prawda?
-         Cóż...może nie „niegrzeczne”, ale...nie chciałbym spotkać innych – wymamrotałem.
-         Doskonale to rozumiem.- Skinęła głową.- Ale, jeśli kiedyś mi wybaczysz, możesz śmiało do nas wpaść. Tatsumi też chciałby cię przeprosić, osobiście.
-         Dziękuję, ale nie. Do Tagawy będę przyjeżdżał głównie do rodziców i siostry. Tam, gdzie teraz mieszkam, mam przytulne mieszkanie, studia i pracę. Myślę, że zostanę tam na stałe.
-         Jest tam ktoś, kogo kochasz?- zapytała delikatnie, bez złośliwości, czy natrętnej ciekawości.
-         Ehm...- zrobiło mi się trochę gorąco.- Cóż...mam miłego współlokatora, z-zaprzyjaźniliśmy się i...jest też taki jeden...uhm...miły chłopak...
-         To dobrze.- Noriko odetchnęła, jakby z ulgą i spojrzała na mnie ze szczerym uśmiechem.- Naprawdę się cieszę, Fumi! Cieszę się, że jesteś szczęśliwy! Trzymam kciuki za ciebie i tego „miłego chłopaka”!
-         Oh...- spłonąłem rumieńcem.- D-dziękuję, chociaż...n-nie planujemy...znaczy ja nie bardzo...
-         Na pewno sobie poradzisz!- wykrzyknęła Noriko.- Jestem pewna, że jeśli tylko się kochacie, nic nie przeszkodzi wam w byciu ze sobą!
-         K-kochamy?!
-         Oh, to Tatsumi!- mruknęła, patrząc ponad moje ramię. Wstała z ławki i otrzepała płaszcz ze śniegu.- Chciałbyś pójść ze mną...?
      Spojrzałem na oddaloną od nas o jakieś 50 metrów wysoką sylwetkę.
-         Nie...- mruknąłem, wstając.- Przepraszam, ale...nie bardzo chcę się z nim widzieć.
-         Rozumiem – powiedziała z odrobiną smutku.- Ale nie masz nic przeciwko, bym powiedziała mu, że się z tobą widziałam?
-         Oczywiście, że nie – odparłem z uśmiechem.- Możesz go ode mnie pozdrowić.
-         Dobrze.- Skinęła głową.
      Uśmiechnąłem się do niej po raz ostatni i odwróciłem, by odejść, jednak zatrzymałem się, słysząc, że mnie woła.
      Spojrzałem w jej stronę pytająco, a ona zdjęła z głowy swój berecik i skłoniła się przede mną.
-         Jeszcze raz, bardzo cię za wszystko przepraszam, Fumi!- powiedziała.- Dziękuję, że pozwoliłeś mi ze sobą porozmawiać!
-         Ja...nie musisz...!- zacząłem, ale ona wyprostowała się z uśmiechem, pomachała mi na pożegnanie i odbiegła w stronę swojego chłopaka.
      Stałem przez chwilę w miejscu, totalnie zażenowany, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. W końcu jednak westchnąłem głośno i, z lekko załzawionymi oczami, ruszyłem szybko do domu.

2 komentarze:

  1. 1. Ta mała jest świetna xD 6 lat? Jak oni to dziecko wychowują?! XD
    2. To dobrze, że go przeprosiła ta Noriko. Biedny Fumi... miał tak zniszczone życie :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Jego siostra jest zajebista. Mam nadzieję, że będzie moim lekarzem xD Kamienie nerkowe u Pana Pandy- O MÓJ BOŻE!!! Ona jest cudowna :)

    OdpowiedzUsuń

Łączna liczba wyświetleń